Jak zarabiać pieniądze?

Podsłyszałem dziś w tramwaju rozmowę grupy studentasów. Jak jeden mąż narzekali na brak kasy i brak perspektyw na jej zarobienie.
Nie pojmuję i nie pojmę, jak można narzekać na brak pracy dorywczej, mieszkając we Wrocławiu?
Zacząłem się zastanawiać, co ja zrobiłbym, gdybym znów musiał zaczynać wszystko od początku oraz skąd wziąłbym pieniądze na przeżycie? Albo na dorobienie sobie do zapomogi od rodziców, czy stypendium.
Po 5. minutach, miałem ok. 83 pomysłów na robienie kapusty.
Przedstawię wam najlepsze z nich, dotyczących zarabiania off-line.

1. Korepetycje.

Mój absolutny number one. Stawka min. 30zł za godzinę i klimat jak u babci na pączkach. Odrabiacie zadania domowe łebkom z gimnazjum, popijacie kawkę, pobieracie należność, a później macie plażę.
Jeżeli w niczym nie jesteście dobrzy, to… no cóż. Trzeba było się uczyć. Nikt nie kazał wam zostać debilem.

2. Merchandising.

Musicie spędzić kilka dni w markecie lub innym Tesco. Najlepiej filować przy półkach z karmą dla zwierząt lub akcesoriami moto. Czekacie na przedstawiciela handlowego z jakiejś firmy i zagajacie, czy nie potrzebują serwisanta do półki. Oczywiście, można to samo znaleźć przez agencje, ale z własnego doświadczenia wiem, że rozmowa tylko z PH, daje nam więcej $$$ w kieszeni.

3. Praca przy inwentaryzacjach.

Jedne z pierwszy prac, których podejmowałem się. Najlepiej zatrudnić się bezpośrednio w sklepie. Jeśli dostaniecie pracę przez pośrednika, to na wasze konto wpłynie jałmużna. Pensją tego nie będziecie mogli nazwać.

4. Opieka nad dzieckiem.

Niestety, nikt z rodziny nie płacił mi za pomoc przy dziecku, a szkoda. Zwykłej studentce, trzeba zapłacić ok. 1000zł, za to, że przez kilka godzin dziennie będzie wylegiwać się na naszej kanapie, a od czasu do czasu, wytrze osrany tyłek naszemu dziecku.

5. Dowóz po imprezie.

Chętnie poznam kogoś, kto przywiezie moje pijane dupsko, z miejsc, gdzie dojazd taksówką zrujnowałby mnie finansowo. Wiecie, np. spontaniczne ognisko nad jeziorem albo dowóz po imprezie sylwestrowej, kiedy zamówienie taksówki graniczy z cudem. Każdy chce pić, a nikt nie chce być kierowcą.

6. Pomoc przy przemeblowaniach.

W ostatnim miesiącu zaliczyłem kilka przeprowadzek. Ładowanie i rozładowanie kilku busów, noszenie mebli i gruzu na różne piętra. Sam wolałbym zapłacić chłopakom z dzielni za pomoc, niż firmie, która liczy sobie za usługę, jak za zboże.

7. Pomoc w ogrodzie.

Ogrodów jest mnóstwo, a nie każdy ma czas i chęci , żeby w jedyny wolny dzień w tygodniu, dymać z kosiarką do trawy, albo kopać ogródek. Z pewnością babcie i samotne mamuśki skorzystałyby z pomocy ogrodnika. Kto wie, co jeszcze trzeba by przystrzyc…

8. Roznoszenie ulotek.

Najbardziej niewdzięczna praca, jaką wykonywałem. Stawka marna, robota nudna. Byłem też reklamodawcą i wiem, że zwrot z ulotek był zerowy. Dlatego po dziś dzień zastanawiam się, dlaczego jest tyle firm, które wybierają taki sposób reklamy? Czy ktoś z was skorzystał kiedyś z usług oferowanych na ulotkach? Kiedyś wydrukuję coś w stylu “i wanna make you laska for free” i zobaczę jaki będzie odzew.

9. Praca przy zbiorach.

To typowo praca sezonowa. Była to także moja pierwsza praca w życiu. Stawka uzależniona od koniunktury na rynku. Jeśli dobrze traficie, to na wakacyjne chlanie zarobicie. Jeśli nie, no to nie zarobicie.

Może ktoś ma jeszcze jakieś pomysły na zarabianie, albo od jakiej ekstremalnej pracy zaczynał?