Trochę zaległy wpis, ale pieniądz nigdy nie śpi i ostatnio nie po drodze mi było na napisanie krótkiej relacji z tego biegu.

Byłem 25. maja w Sobótce, na jubileuszowym, bo XX. biegu na Ślężę.

Pierwsze pytanie osób, które nie biegają to ile trzeba przebiec?
– 5km.
– 5km? To niedużo.

Niedużo to na płaskim terenie. Jeśli chodzi o bieg pod górę, to dystans, wysiłek i czas należy pomnożyć conajmniej przez 2, aby mieć wyobrażeniem czym taki bieg różni się od biegu po płaskim.

bieg na ślęże 2013

 W tym roku stanąłem na starcie 10kg cięższy w porównaniu do poprzedniego roku. 10kg to zgrzewka wody lub worek gipsu, więc jest co targać dodatkowo.
Zawody nie są tak profi przygotowane jak maraton wrocławski, ale nie stoi za nimi duży sponsor. Mimo to, niczego nie brakowało, a rejestracja i depozyt sprawnie funkcjonowały.
W tym roku ustawiono punkt z wodą w połowie dystansu, za co props dla organizatorów.

Minus za koszulki. Myślałem, że na starcie przebiorę się w tę co otrzymam, ale była ona zrobiona z worka po ziemniakach i w ogóle nie oddychała. Dlatego pobiegłem w swoim wysłużonym Arminie.

bieg na ślęże 2013

Nie będę ukrywał, że podbieg dał mi mocno po dupie. Zastanawiąłem się po co się tak męczę i obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie podejmę żadnego wysiłku.

Też powalczyłem do końca. Pobiłem też swój ubiegłoroczny czas. Uzyskałem teraz 48 minut w porównaniu do 55 minut z 2012r.