Jak sobie z nim radzić?

Wydaje mi się, że jakiś czas temu wspominałem o moim problemie z zatokami. Trenowałem pływanie pod wodą i poczułem silny ból w okolicach czoła i oka. Ból podczas treningu to żadna nowość, więc kontynuowałem pływanie, aż w końcu farba poszła mi nosem, a ból odciął mi na chwilę widzenie.

Zacząłem klepać klawisz i szukać przyczyn mojego problemu. Teorii w internecie jest sporo i jak zwykle nie wnoszą niczego ciekawego. Zakupiłem więc podręcznik dla nurków i zgłębiłem temat.

Myślałem, że jestem upośledzony i nie mogę nurkować, ale przyczyna jest prostsza.
Zatoki można porównać do balonu. Jeśli jest w nim mało powietrza to z łatwością możemy go odkształcać.
Jeśli jednak napompujemy tam sporo powietrza, to już nie tak łatwo zgnieść go w dłoni.

Dlatego gdy schodzimy pod wodę zaczyna działać na nas ciśnienie hydrostatyczne, które ściska nasze ciało. Najsłabsze są zatoki wypełnione mała ilością powietrza, dlatego zapadają się, a my odczuwamy ból.
Przed nurkowaniem powinniśmy wyrównać ciśnienie w zatokach, przez wtłoczenie do nich powietrza.
Zatykamy palcami nos i staramy się przez niego wydmuchać powietrze. Wówczas ciśnienie powinno się wyrównać. Tę czynność dobrze jest powtórzyć jeszcze w wodzie po zanurzeniu.

Ten patent nie działa jak jesteśmy przeziębieni, dlatego albo nie nurkujemy albo nie chorujemy.

Tak sobie czytam ten podręcznik i wydaje mi się, że nurkowanie jest bardziej niebezpieczne od skoków na spadochronie. Jak natrafię na jakąś praktyczną ciekawostkę, to dam znaka.