W tym roku po raz pierwszy będę korzystał z usług biura podróży. Przynajmniej taki jest plan.
Do tej pory kupowałem tam tylko ubezpieczenia podróżne, tak jak np. w ubiegłym roku, gdy jechaliśmy busem do Bułgarii.
Robiłem to pierwszy raz i dziś dam wam kilka wskazówek, na co zwracać uwagę przy wyjeździe autem na własną rękę.

1. Bus czy kilka auta?

Jadąc na 2 auta zawsze macie zabezpieczenie gdy nawali sprzęt. Można gdzieś podjechać albo odholować drugie auto. Gorzej jak dwa będą ciągle się psuły. Wtedy macie więcej kłopotu niż to wszystko warte.
My wypożyczyliśmy busa, bo wychodziło taniej. Poza tym jedziesz z całą ekipą w jednym samochodzie.

2. Wypożycz auto w mniejszej miejscowości.

Jeśli zdecydujecie się na wypożyczenie auta, to poszukajcie go w mniejszej miejscowości. Cena pod Wrocławiem była dwukrotnie mniejsza.

3. Wybierz najmoncniejszy silnik.

Jechaliśmy 105 konnym Vivaro. 6 osób na pokładzie + bagaże = czerwona turbina i spalnie jak w kontenerowcu MS CMA CGM Marco Polo.
150 koni to minimum, żeby jazda była przyjemna.

4. Klima to podstawa.

Osobiście znam ludzi, którzy potrafią przejechać w 5 osób w samochodzie kilka tysięcy kilometrów po Europie i nie włączać klimy. I nie dlatego, że ktoś od razu choruje, tylko żeby zaoszczędzić litr paliwa na 100km

Jeśli przejadą 2000 km, to zaoszczędzą 20 litrów, czyli 100zł. Po rozłożeniu kosztów na wszystkich wychodzi po 20zł na głowę. Trzeba mieć nierówno pod kopułą, żeby męczyć się tak dla 20 zł.

5. Przesadnie duże.

Jak jechaliśmy w 6 osób, to mogliśmy wybrać 6-miejscowego vana. Wybraliśmy jednak 9-miejscowego busa. Macie więcej przestrzeni wokół siebie, na nogi i na bagaże. W dodatku większe auto ma wydajniejszą klimę i mocniejszy silnik. Docenicie to, gdy będzie wspinać się pod górę w 40-stopniowym upale.

Nie ma tu wielkiej filozofii jeśli chodzi o wybór samochodu: musi być mocny, wygodny i sprawny.
Zastanawia mnie fascynacja ludzi do dalekich podróży jakimiś sztruclami. W mechanika to ja mogę bawić się w swoim garażu, w deszczowe, listopadowe popołudnie, a nie podczas wakacji, gdzieś na granicy szwajcarsko-włoskiej.
Stres, robota, dodatkowe koszta. A wszystko w imię przygody.

To ja już wolę cały rok ciężko pracować, żeby móc bawić się i odpoczywać podczas wyprawy marzeń.